3 rzeczy, które mogą mnie zachęcić do wymiany iPhone'a 6s na iPhone'a 7

Nie jestem przekonany do wymiany kilkumiesięcznego telefonu. Wystarczy jednak kilka zmian i wymienię iPhone'a 6s na iPhone'a 7.

Mam iPhone'a 6s Plus od listopada ubiegłego roku, bo dopiero wtedy mogłem kupić odpowiednią dla mnie konfigurację — 64 GB Space Gray. To już mój trzeci telefon od tego producenta. Przesiadłem się z iPhone'a 5s 16 GB, a jeszcze wcześniej miałem czarną piątkę (nawet nie odchodziła z niej ta farba).

Kupuję te nieszczęsne iPhone'y od kilku lat wyłącznie dla systemu, który zwyczajnie lubię i mi pasuje. iOS-u używam od wersji 6 i jestem zadowolony. To jak VW Passat świata telefonów — bez szału, sprawdzony, przyzwoity i wiadomo czego się spodziewać. Nie wykluczam oczywiście, że kiedyś znowu dam Androidowi szansę. Passatem też nie ma co jeździć całe życie i czasami warto zaszaleć.

Odnośnie mojego 6s Plus: Oprócz tego, że jest przykładem marnowania przestrzeni wokół ekranu i przy S7 Edge wygląda jak ubogi krewny, to nie mam mu nic do zarzucenia. No może oprócz tego, że skubany wytarł mi kieszeń w moich ulubionych spodniach.

Zdecydowałem się na większy model nie ze względu na ekran, ale na dużo lepszą baterię i optyczną stabilizację obrazu. Rzeczywiście potrafi wytrzymać cały dzień roboczy bez ładowarki i da się z niego komfortowo korzystać w tym czasie. Stabilizacja również mocno poprawia ogólne wrażenia z korzystania z telefonu.

Mam też teorię, że iPhone najlepiej jest wymieniać co dwa lata przy okazji premiery wersji S. Nie kupuję sprzętu dla szpanu i ludzie powinni mnie cenić za to kim jestem, a nie czy SMS-y wysyłam z iOS-u. Dlatego posiadanie nowego telefonu, który wygląda jak zeszłoroczny nie traktuję jako faux pas. Dla mnie liczy się, że bardzo poprawiają się techniczne parametry sprzętów. Chociażby dzięki temu wersja 6s ma 2 GB RAM-u, a nie 1 GB jak zwykła szóstka, poprawiony aparat i znacznie lepszą obudowę względem poprzednika.

Ok, całkiem logiczne. Wymieniać iPhone co dwa lata. Stan konta w banku będzie wdzięczny :)

Są jednak 3 rzeczy, którymi Apple może mnie skusić do kupna iPhone'a 7

1. Wodoszczelność! Nawet nie wiecie, jak bardzo niepokoi mnie, kiedy mój telefon leży na stole i obok są płynne substancje. Mam straszne uczulenie na tym punkcie, bo zalane urządzenie jest przedostatnią rzeczą jakiej mi potrzeba. Ostatnią jest oczywiście pęknięty ekran.

Zobacz również: Nokia: moja miłość

To sytuacja patowa w tym układzie — nie mogę ciągle trzymać tego wielkiego trolla w kieszeni, a z drugiej boję się o jego przypadkowe zalanie. Czasami też rezygnuję z biegania kiedy pada deszcz, a ja czekam na ważny telefon (o to że sam zmoknę się nie martwię, bo po bieganiu jest mi absolutnie wszystko jedno ;) Podobno są szanse na to usprawnienie.

2. Bateria w mniejszym iPhone równie dobra, jak ta w Plusie. To pewnie marzenie ściętej głowy, ale byłbym prawdopodobnie pierwszą osobą, która przesiadłaby się na mniejszy model — pod warunkiem dobrego czasu pracy. Nie chciałbym też rezygnować z optycznej stabilizacji obrazu w zwykłej wersji, bo to normalna rzecz w 2016 r.

3. Lepszy design. Może nie tyle design, co po prostu lepsza ergonomia i brak marnowania przestrzeni w wersji Plus. Gdyby okazało się, że poprzedni podpunkt nie został spełniony — musiałbym znowu brać pod uwagę nowszą wersję tego trolla.

Absolutnie nie oczekuję od Apple'a, żeby zrobił równie ładny telefon co Galaxy Note7 czy S7 Edge. Oczekuję natomiast, żeby nie robili 5,5-calowego urządzenia, którego gabaryty są porównywalne z 6-calowcami innych producentów. W sumie niby dlaczego tak przy tym się upierają? W imię “złotych proporcji”? Błagam…

Co więcej, 6s Plus do garnituru też nie pasuje i paskudnie wypycha marynarkę. Noszę go w zwykłym Apple Silicone Case, więc to nie żadne Mophie Juice Pack, a jedno z najmniejszych etui na rynku. Niestety najlepszym miejscem do trzymania wersji plus jest… biurko.

Jest tylko jedna wada w moim życzeniu. O wyglądzie nowego iPhone wiemy niemal wszystko. Zatem punkt trzeci jest absolutnie nierealny w tym roku. Idąc tym samym tropem, wersja S w przyszłym sezonie powinna wyglądać niemal identycznie. Wniosek? Proporcje i popisowe marnowanie miejsca będzie co najmniej przez dwa lata.

A może innowacja na polu cenowym? Heh…

Miron powiedział, że cena odegra największą rolę w jego decyzji zakupowej. Faktycznie, ostatnio producenci mają tendencję do ich podwyższania przy okazji każdej premiery. Pamiętacie może, jak się mówiło “magiczna bariera 3000 zł”? Ja już niezbyt kojarzę te czasy. Teraz 4000 zł to standard za najświeższego flagowca. Apple może chcieć “wyznaczyć trendy” i przekroczyć 5000 zł za najnowszego 7 w sensownej konfiguracji (czyli cokolwiek większe lub równe 64 GB).

To bardzo niebezpieczne i niepożądane dla nas zjawisko. Potem jest więcej niż pewne, że Samsung przy okazji premiery Galaxy S8 nie będzie miał żadnych skrupułów, żeby z premedytacją skopiować cenę od Apple'a lub nawet ją przebić.

A was czym musiałby zaskoczyć nowy iPhone, żeby rozważać jego zakup?

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Artykuły:

LG wie, jak powinno się nazywać smartfony. Konkurencja mogłaby się uczyć Problemy dotykowego ekranu W skrócie: Zdjęcie Sony Odin to fake, Nexus 7 32 GB coraz bliżej i smartfon pozwalający na 18 godz. rozmów Kobiece gadanie, czyli prawie 4 lata ciągłych rozmów Najczęściej wyrzucane komórki 2008 roku Jak odporne mogą być ekrany smartfonów? Textlemmings, czyli przechodnie jak zombie Absurdalne kompromisy, na które idą producenci smartfonów w pogoni za ładnym wyglądem Co 10 Brytyjczyk, nie korzysta z komórki do dzwonienia Nowy flagowiec HTC na pierwszych zdjęciach? Galaxy Note 8 zamiast Galaxy S8+? Oto 5 za i 3 przeciw Quiz Komórkomanii #12 - Apple (plus podsumowanie quizu o phabletach)

Popularne w tym tygodniu:

Jak wygląda składany ekran Samsunga Galaxy Fold po 10 dniach? Czy Samsung Galaxy Fold naprawdę jest aż tak drogi? Tak się składa, że to kwestia perspektywy